samotna wyprawa rowerowa na KAUKAZ 2006 by Paweł Robinson Dunaj
 

Historia






Sobota 12 sierpnia 2006 roku- Dalsze zdjęcia z wyprawy na ELBRUS

Poparzenia na twarzy po wejściu na ELBRUS pomimo używania kremu z filtrem 60UV.

Potworne zmęczenie widoczne na twarzy po 15 godz. samotnego zdobywania szczytu ( 6 godzinnego wchodzenia i 9 godz. schodzenia ) w dniu 26 lipca 2006 roku.
Efekt działania choroby wysokogórskiej - zbyt szybko przeprowadzona aklimatyzacja.






dodane 12 Aug 2006





cudownie

chcialem jeszcze tylko napisac ,ze w Turcji i Iranie maja przepyszny,ale przede wszystkim tani chleb...
W Iranie za jednego DOLARA moge kupic okolo 15 bochenkow chleba...

a MUZYKA..rewelacja......bedac na promie...drugi kapitan zgral mi 600 Mgbtureckiej muzyki na mojego CF, a wlasnie teraz w kafejce zgrywaja kolejne megabajty...jak tylko wroce udostepnie najfajniejsze mp3 na stronie...

niestety predkos internetu pozwala jedynie na napisanie postow..wyslanie zdjec jest niemozliwe...


dodane 12 Aug 2006





Iran...strach...



Od wczoraj mam przyjemnosc przebywania z goracym Iranie...Przyznam,ze takze juz wczoraj mialem zawracac i powoli wracac do Polski, poniewaz w Turcji dowiedzialem sie,ze sprawy formalne odnosnie Demawendu sa takie same jak na Araracie...."Cel mojej wyprawy zniknal z pola widzenia"....malo sie nie zalamalem.....na granicy uzyskalem informacje,ze nie jest to prawda i ponownie...w taki oto sposob kontynuuje podroz do Teheranu (900-1000km)....poniewaz mam malo czasu...bede albo lapal stopa, albo skorzystam z pociagu(ponoc 10$)...mozliwe,ze juz jutro, najpozniej w pojutrze bede pod "dachem Iranu"....



Wjezdzajac do Iranu czulem sie tak samo jak idac do pierwszej klasy szkoly podstawowej czy sredniej. Wszystko jest nowe...nie wiesz jak bedzie, jakich ludzi spotkasz, jaka jest ich mentalnosc...jednym slowem niepewnosc...
W Turcji bylo jeszcze o tyle dobrze, ze jeszcze cos rozumialem...tutaj kompletnie nic:)....literki to prawdziwe szlaczki:)....w sklepach nie ma cen na produktach,...nie wiesz co i ile kosztuje....nie lapie sie w tym....

W moim przypadku potrzebne sa tylko 3 slowa: woda, chleb i kfaejka internetowa:) To wystarcza tongue

Ludzie w Iranie sa uprzejmi - pomagaja...jak ktos rozmawia po angielsku to wytlumaczy to czego nie rozumiem.....

Iran jest krajem bezpiecznym i przede wszystkim bezpiecznym ....przyznam, ze my POLACY malo o nim wiemy....muisze napisac....ze byloby rzecza strszana, gdyby Amerykanie rozpetali tutaj wojne...to naprawde normalny kraj....dlatego jade dalej...gleboko gleboko w sam srodek tongue wtedy napisze wiecej....


jeszcze odnosnie dzisiejszego noclegu...spalem obok drogi w podobnym tunely pod droga jak na Araracie..nie wiedzialem tylko,ze to tunel do przeprowadzania owiec....ale byly jaja....jak musialem wycviagac wszystko z tunelu...a potem tumany kurzu, piachu...nie moglem oddychac.....wiecej tak spac nie bede smile


dodane 12 Aug 2006





troche ogolnie o Turcji....

Co do Turcji mam mieszane uczucia.....przyznam, ze od poczatku wyprawy nie czuje sie w 100% bezpiecznie. Najgorzej jest z noclegiem..Nie ma lasow....wszystko na prawo i lewo to prawdziwa pustynia....rozbicie namiotu i pozostanie "niewidocznym" jest bardzo trudne:(Jednak tutaj najbardziej dokucza mi bariera jezykowa, malo kto rozmawia po angielsku....A propos strachu...wyobrazcie sobie,ze nie boje sie zadnych chorob, zwierzat, wypadku czy czegokolwiek innego...boje sie jedynie drugiego czlowieka...prawda,ze straszne....?Tak naprawde tylko druga osoba jest mi w stanie zagrozic(mam takie wrazenie)....okrasc..pobic...oszukac...tego sie wlasnie boje sadale o tym wszystkim bede pisal po wyprawie....teraz sa to zwykle, luzne mysli, ktore mi chodza po glowie.. wink

Dzieci....rzecz straszna....jezeli ktos widzial filmy o Afryce.....to....przejezdzajac przez jakas mala wioske nie ma szans, zeby za Toba nie biegly i lapaly wszystkiego przy rowerze...Bedac na Araracie- FIlipowi(spotkany Brytyjczyk z taxowki) dzieciaki wkladaly rece do kieszeni..wyrywaly aparat, lornetke z reki ....wkurzajace angry i tak caly czas....nic nie pomaga...

Tutejsi mieszkancy nie zapraszaja do domu....jedynie czestuja herbata czy sokiem..podejrzewam,ze to przez religie i kobiety....podejrzewam, ze "obcy facet" w domu jest rzecza niepozadana.....ale to temat na dluzsze wyjasnienie w innym poscie....po wyprawie wink


dodane 12 Aug 2006





Turcja


Moim celem w Turcji jest ARARAT(5137 m.n.p.m)...najwyzsza gorca tegoz kraju...dlaczego jej nie zdobylem...??

od poczatku....
Na ELbrusie w Rosji....po 4 dniach kibla przybywa ekipa turecka z ktora rozmwiamy o gorach, m.in o Araracie...
dowiaduje sie,ze trzeba miec pozwolenie,o czym wiedzialem, w przeciwienstwie do tego,ze trzeba na nie czekac minium 3 miesiace:(...
Jednak Aril(TUREK), mowi ze jak dotre do miasta DOGUBAYIZT(miasto wypadowe), zglosil sie do hotelu ISFAHAN do KAWY ULAN - on mi pomoze..

Tak tez zrobilem....powiedzial, ze za 50$ nie bedzie problemu). Jednak od momentu jak schowal pieniadze do kieszeni, wiedzialem,ze cos jest nie tak...bo pieniazki na pewno nie mialy isc dla niego tylko instytucji panstwoej..ale OK - "KOLEGA TUREK" powiedzial,ze Kawa to jego przyjaciel i mi pomoze - zaufalem mu....Wzial swoj samochod i zawiozl mnie za miasto(10 km) na droge/szlak, ktora prowadzi na szczyt......pozostalo 15 km marszu "polna" droga, gdzie docieraja tylko samochody terenowe...w taki oto sposob docieram noca(godzina 22)na wysokosc 3000 m.n.p.m, gdzie droge zagradzaja mi 3 potezne, pasterskie psy(balem sie,ze mnie zagryza)...ale okazalo sie,ze pilnowaly domu - rzed ktorym pozniej spalem w namiocie...

Rano gospodarz.WYjasnia jak wyglada sytuacja..dzwoni do KOMENDANTA zadnarmow w DOGUBAYIZT, z ktorym rozmawiam po angielsku. Mowi,ze koniecznie musze do nich przyjechac..wyjasnic sytuacje - POMOGA MI....
coz mialem robic...tylko schodzic(25 km z buta)....ale Opieka Boska robi swoje i zsyla mi dwoch turystow w taksowce z Angli i Hiszpani, ktory tutaj dojechali i zaraz bede zjezdzac. Wrocilem z nimi pod sam hotel, w ktorym zostawilem rower....Mowie dla Kawy, ze mnie oszukal i chce swoje pieniazki z powrotem...odzyskuje tylko 30 $, bo 20 $ kosztuje taxi, z ktorego dzien wczesniej skorzystalem ..szkoda pisac....

Potem postanawiam pojsc do ZANDARMOW, jako, iz KOMENDANT w rozmowie telefonicznej wydal sie bardzo mily...
W jednosce wojskowej spedzilem z 2-3 godziny, gdzie wypijam setki filizanek hebraty i soku cytrynowego;), rozmawiam z zolnierzami za posrednictwem zadnarma SAKA,kt. jako jedyny mowil po angielsku.

Okazalo sie, ze KAWA nie mogl zrobic czegos takiego...no i, ze ja oczywiscie nie moge isc na Ararat-tym bardziej,ze nie mam PRZEWODNIKA(GUIDE'a). Pytaja mnie, czy chce "wymierzyc" jakas kare dla Kawy- oczywiscie: YES...

dzwonia po POLICJE....(takze mi bardzo pomogli)z ktorymi jade do hotelu odzyskac reszta pieniedzy....odzyskalem tylko 10 z 20 $ w walucie tureckiej...jako, iz normalnie taksowka kosztuje 10$....

sytuacja zamotana...ale wszystko skonczyli sie szczesliwie..jak na razie wszystko podczas mojej wyprawy.....Szczescie..albo po prostu Boska Opieka..ktora non stop czuje smile

po odzyskaniu gotowki postanawiam mimo wszystko isc na Ararat....dzieki zaistnialej sytuacji...znalem droge jak trafic(nie jest to do konca rzecz prosta).Lepiej nie pytac, zeby sie nie zdemaskowac co do swoich planow....caly teren poza droga nalezy do WOJSKA - wstep WZBRONIONY(!!!)..

dojezdzam na wysokosc okolo 2500 m.n.p.m, gdzie nocuje "pod droga" w kanale odprowadzajacym wode, ktorej =nie bylo tutaj od dawien dawna.....
wstaje o 7 rano(budzik ustawiam na 3 rano-zaspalem wink)zakopuje wszystkie sakwy gleboko w ziemi i ruszam z rowerem, przyczepka i plecakiem do gory....Tak naprawde w gorze nie ma ani jednego zandarma...ale cywile robia wszystko, zeby tutaj nie bylo turystow bez pozwolenia i przewodnika...przejscie niepostrzezonym jest bardzo trudne. WLasnie w ten sposob zostalem zawrocony i ostatecznie rezygnuje z ataku na Ararat....szkoda....ale dzieki temu wiem juz co bede robil przez kolejny rok akademicki smile(myslal o biblijnej gorze i jak na nia wejsc wink- Gora jest przepiekna,a pogoda na niej jest chyba zawsze....od poczatku jak bylem w Turcji i jestem w Iranie - nie widzialem prawie anie jednej chmury na niebie...


dodane 12 Aug 2006





Soczy - Trabzon - Prom

Rodzice troche namieszali:)....
bylo to tak....
na odprawe promowa...prosto z kafejki internetowej..przyjechalem jako pierwszy..a na prom wszedlem ostatni...dlaczego??
zaczelo sie od tego...ze na pierwszej bramce(byly az 4)pchali sie ludzie.....a ja z okolo 40-50 kg na 3 kolkach nie jestem w stanie poruszac sie zgrabnie...olczywiscie moglem wykorzystac "nasza"(moja i Univegi) mase do przejechania wpychajacych sie podroznych, ale odstapilem od tego szalonego pomyslu:)..cierpliwie poczekalem...
wink
druga bramka..to istne gestapo z filmow...zostalem wziety do malego pokoju....w ktorym bylo biurko i nic wiecej...po jednej stronie jakis czlowiek po drugiej stornie ja I PYTANIE: "byl Pan okolo 20 dni w Rosji...i nie dokonal ani razu rejestracji - SZPIEG!!!"....
Przyznam wam, ze nie bylo milo...Przed wjazdem do ROsji..sprawdzilem wszystko..wypytalem wszystkich....-NIE MUSIALEM...karty imigracyjne sa stare a prawo nieaktualne-niektorzy o tym nie wiedzieli...ale "prawda zawsze zwyciezy" smile Milo nie bylo...ale jaka satysfakcja potem,ze ja mialem racje smile-co lepsze- rozmawialem tylko po ROSYJSKU!:)

trzecia bramka....wykrywacz metali....roweri i caly szpej to tyle stali(rama, pedaly, buty, raki.itp..itd.itp-z 5-6 kg by sie znalazlo), ze nie moglem pojsc dalej....musialem zawrocic i poczekac, az pogranicznik przyniesie "reczne" urzadzenie do wykyrwania metalu:)...okazalo sie, ze jest zepstue..bo moje cialo mialo wiecej METALU niz rama roweru(chrom-molibd tongue
Pozdejmowalem sakwy i kazda rzecz przenosilem przez bramke oddzielnie:)....
takie to byly przygody na promie,za ktory zaplacilem 1910 RUBLI(71 dolarow)....ale musze przyznac, ze pelna kultura...Porzadek, dobra "obsluga jasne informacje po stronie tureckiej...
Ponoc kompletnie inaczej niz na promie do Batumi(SMS z info od Pawla i Marka Duszak -DUszak Expedition Team)..Bynajmniej nie mialem zadnych problemow z rowerem...

Na promie..wyciagam Nikona i zaczynam robic ostatnie fotki dla SOCZI:)...w tym momencie prawie cala zaloga(tylko bez kapitana i maszyunisty) prosi o zrobienie wspolnego zdjecia...ubaw niesamowity...fotka z kilkunastoma chlopami:)za chwile DRUGI kapitan przynosci laptopa i zgrywa fotki wink

potem "rozbijam sie" ze wszystkim na "swiezym powietrzu" na drugim "pietrze", jak sie potem okazalo przy samych schodach do mostku kapitanskiego... smilewlasnie dzieki temu czulem sie bezpieczny...a potem przyszedl sam KAPITAN(!!)porozmawiac o wyprawie...-bylo mi bardzo milo...tym bardziej, iz co chwile ktos z zalogi przychodzil rozmawiac....
-jeden przypadek nie byl mily....gdy nalewalem wrzatek do termosy i przez jednego czlowieka polalem sobie wode na nogi(bylem w sandalch) wink...ale to juz przeszlosc..mimo wszystko PROM do TRABZON wspominam jako jedna ze wspanialszych rzeczy smile


dodane 12 Aug 2006





Iran....miasto Maku...20 km od granicy turecko-iranskiej

hej!.
siedze wlasnie w kafejce internetowej w miescie o nazwie Maku....
Jestem brudny, smierdzacy i niedomyty...od 6 dni sie nie kapalem:(...poniewaz ostatnie 800 km to prawdziwa pustynia....jedyne naturalne kolory tutaj to brazowy, zolty i szary...
Mam nadzieje, ze dzisiaj juz mi sie uda zeskrobac ten piekielny brud, ale przede wszystkim zapach(podejrzewam, ze smierdze gorzej niz moi dobrzy przyjaciele - rosyjscy alpinisci na Elbrusie:)-pewnie w moim przypadku bylo tak samo - ale nie czulem:)..
biore sie do pisania newsow za ostatnie paru dni,...

P.S. Od szefa dostalem Kubek herbaty i bialy, kozi ser:)


dodane 12 Aug 2006





Piątek 11.08.2006 Przekroczenie granicy z Iranem

Wejście na Ararat okazało się niemożliwe z przyczyn formalnych. Pozostały jedynie wrażenia z pobytu na w Araracie na wysokości 3000 metrów.
Wobec powyższych formalności Paweł zdecydował sie na przekroczenie granicy z Iranem w celu zdobycia Demawendu. Na granicy rozmawiał po angielsku z miła strażniczką, która zachwalała Iran i mówiła że jest to bezpieczny kraj. Jak gościnny okaże się IRAN zobaczymy. Trzeba to przeżyć. Życzymy powodzenia na prastarej ziemi perskiej.



Kolejne zdjęcie z wyprawy na Elbrus.
Duża partia zdjęć nagranych na CD jedzie pocztą z Rosji.
W dobie internetu i ten środek transportu może okazać się niezawodny!


dodane 11 Aug 2006




16 Maj2006 - 26 Maj 2006, (20)
8 Maj 2006 - 15 Maj 2006, (5)
30 Kwiecień 2006 - 7 Maj2006, (1)
22 Kwiecień 2006 - 29 Kwiecień 2006, (6)

 




samotna wyprawa rowerowa na KAUKAZ 2006 by Paweł Robinson Dunaj

PATRONAT HONOROWY:

podlaski urząd wojewódzki




Patroni medialni:




ZAGŁOSUJ NA MNIE!

TopLista - Wyprawy Rowerowe




TELEWIZJA:

TELEWIZJA POLSKA S.A. ODDZIAŁ W 
BIAŁYMSTOKU

Białostocka Telewizja Miejska

Radio Białystok




RADIO:

STUDIO REPORTAŻU I DOKUMENTU PR SA

radio JARD

radio JARD2

Radio Białystok

Radio Akadera




Gazeta :

GAZETA WSPÓŁCZESNA




PORTALE - ROWER: 

BIKEWORLD

Wrower.PL

CYKLOID - Kalendarz Polskich Wypraw Rowerowych XXI wieku

Kolo Roweru




PORTALE :

GORSKI SWIAT

GEOZETA

INDEPENDENT




BIAŁOSTOCKI P.M.:

ROWEROWY BIALYSTOK




Sponsorzy:


Wydawnictwo Turystyczne Agencja TD

Wydział Informatyki Wydział Informatyki

Extrawheel - jednokołowe przyczepki rowerowe :: bicycle trailers

sklep rowerowy ROMED

PAJAK - sprzęt turystyczny

ARNIK.COM.PL - sklep rowerowy

4zywioly - SKLADNICA HARCERSKA

ZATOR-producent pokrowcow rowerowych

SPORT ADAM - SKLEP , SERWIS ROWEROWY

GP- BATTERIES zmien baterie na lepsze

OUTDOOR EQUIPMENT

Sklep górski -SKALNIK z Wrocławia

DO INII i jeszcze dalej - strona ROBERTA i ANI

INTERNETOWE CENTRUM ROWEROWE

Robert's Outdoor Equipment

 

 

© banner 2006 by Marcin BUCHOO Buchwejc